Prace uczniów klasy VI D, przyszłych gimnazjalistów, pisane na języku polskim w czerwcu 2001 roku. Temat: wspomnienia po szkole podstawowej.

Anna Maciejewska. Moje przejście z małej szkoły do obecnej nie było dla mnie łatwe, bo przerażała mnie myśl o wielu nowych nauczycielach. Z żalem rozstawałam się z moją wychowawczynią p. Zofią Żak. Z czasem przyzwyczaiłam się do nowej sytuacji. Moją i naszą wychowawczynią została p. Aneta Wierzchanowska, która również uczy nas matematyki. Uważam ją za miłą i dobrą nauczycielkę. Organizowała nam wyjścia do teatru, kina, na lody i inne miłe przyjemności. Dobiegł koniec czwartej klasy i przez ten czas zdążyłam przyzwyczaić do nowej sytuacji. W piątej klasie nasza pani miała z nami więcej problemów, gorsze było zachowanie i oceny z różnych przedmiotów. Był to powód, że rzadziej szliśmy do kina lub innego rodzaju przyjemności. Za to często urządzano nam nieapowiedziane 10 minutowe sprawdziany. Myślę, że w pewnym stopniu wpłynęło to na pewną poprawę naszej klasy. Do klasy szóstej przeszłam bez problemów, jednak szybko się przekonałam, że tempo w nauce wzrasta i muszę się pilnować od początku. Na szczęście w trudnych momentach mogę liczyć na pomoc rodziców i dziadków. Nigdy nie odmawiają mi wsparcia i pomagają zrozumieć trudniejsze tematy. Przez te trzy lata wszyscy się lepiej poznaliśmy. Niedawno był Dzień Matki i z tej okazji uczniowie naszej szkoły pod kierownictwem p. Wandy Lemieszewskiej i pana Musiałowskiego przygotowali koncert. Wystąpili piosenkarze, tancerze, pianiści, akordeonista. Wraz z przyjaciółką Kingą (IVc) wystąpiłam w układzie akrobatyki sportowej. Zauważyłam, że nasz występ został dobrze przyjęty. Cieszę się, że mogłam się włączyć do organizacji koncertu. Niebawem czeka mnie trzeci etap, czyli przejście do gimnazjum i mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży. Życzyłabym sobie, aby moja współpraca z wszystkimi nauczycielami ukladała się jak najlepiej a przyjaźń z koleżankami i kolagami trwała przez cały okres w gimnazjum.

Bartek Balcewicz. Naukę podstawową zacząłem w tak zwanej „małej szkole”. Chodziłem tam od pierwszej do trzeciej klasy. W czwartej klasie zacząłem uczęszczać do szkoły na ul. Taczaka. Początek roku szkolnego odbył się uroczyście. Szkoła ta wydawała mi się bardzo duża. Nieraz tam pobłądziłem szukając swojej klasy. Poznałem wielu nowych kolegów. Do naszej klasy przybyli również nowi uczniowie. Naszą wychowawczynią była i jest pani Aneta Wierzchanowska, uczy nas również matematyki. Wymagania nauczycieli zwiększyły się. Doszły nowe przedmioty np. geografia, historia, biologia. Surowo wystawione oceny były gorsze niż w poprzednich latach. Wszyscy jednak dawali sobie radę. W nagrodę pojechaliśmy na wycieczkę do Warszawy. Rok szkolny zakończył się promocją wszystkich uczniów naszej klasy.

Po uroczystym otwarciu nowego roku szkolnego wszyscy byli pełni wrażeń wakacyjnych. Doszedł nowy przedmiot – język niemiecki, który tylko na początku wydawał się łatwy. Pod koniec półrocza doszedł do mojej klasy nowy uczeń. Był strasznym nieukiem. Nie otrzymał już kilka razy promocji do następnej klasy. Koniec nie był szczęśliwy dla każdego, ale dla mnie owszem. W następnym półroczu każdy, nawet i ja radośnie wspominał ferie zimowe. Wszystkich zaszokowała wiadomość, że nie nie będzie żadnej wycieczki w V klasie. Pod koniec roku szkolnego odszedł od nas uczeń, który niedawno do nas przyłączył. Świadectwo końcowe w V klasie miałem dobre. I tak ukończyłem V klasę.

Na dobry początek VI i ostatniej klasy podstawowej każdy musiał napisać wypracowanie na temat jak spędziłem wakacje. Doszły dwa nowe przedmioty, takie jak: fizyka i informatyka. Nowi nauczyciele byli wymagający. Najbardziej spodobał mi się przedmiot – informatyka. Nauczycielem tego przedmiotu jest ten sam pan, który uczy nas języka polskiego. Najmniej lubianym przeze mnie przedmiotem jest fizyka.

Nastąpił koniec półrocza. Doczekaliśmy sie wreszcie ferii zimowych, które minęły zbyt szybko. Byliśmy także całą klasą w kinie na filmie pt. „W pustyni i w puszczy”. Jeden kolega podczas filmu zasnął co mnie bardzo zdziwiło, ponieważ film był ciekawy. Ostatnio niektórzy uczniowie z naszej klasy również i ja pojechali na wycieczkę do Wieliczki., Zakopanego i Krakowa. Wycieczka bardzo nam się podobała. Zobaczyliśmy dużo zabytków i piękne krajobrazy naszej ojczyzny. Do końca roku zostało nam niewiele czasu. To ostatni moment, aby poprawić oceny, tak żeby świadectwo ukończenia kl. podstawowej nie przynosiło wstydu.

Kamil Mrzygłód.Klasa czwarta była moim nowym przeżyciem. Spotkałem tam klasy starsze ode mnie, nowych nauczycieli, kolegów, a przede wszystkim nowego wychowawcę. Z początku miałem obawy co do starszych uczniów, ale moje przypuszczenia były pomyłką. Z przedmiotów szkolnych radziłem sobie bardzo dobrze. W klasie czwartej wyjechałem z klasą na wycieczkę. Była to wycieczka do Warszawy. Pierwszy raz odwiedziłem to miasto. Szczególnie podobało mi się lotnisko „Warszawa-Okęcie”. Wycieczka podobała mi się jak i pozostałym uczestnikom wycieczki.
Klasa piąta to następny rok udanej „zabawy”. W tej klasie doszło do nas dwóch nowych kolegów, Piotrek i Łukasz. Pani wychowawczyni organizowała nam wyjścia do kina i teatru. Jak każdego roku szkoła zorganizowała sprzątanie świata. W tym roku szkolnym (1999/2000) przypadało to w sobotę. Dzieci chętnie uczestniczyły w tych zajęciach. Klasa piąta zakończyła się sukcesem. Zdałem do następnej klasy z wyróżnieniem (zresztą jak w poprzedniej klasie).

Klasa szósta to ostatni rok szkoły przed gimnazjum. Wychowawca naszej klasy nie zmienił się, z czego jesteśmy zadowoleni. Pani chciała wyjechać z nami na wycieczkę, lecz Jej się to nie udało, z powodu braku chętnych. W tym roku doszły do nas dwie nowe koleżanki, Żaneta i Iwona. W tym semestrze mieliśmy wyjście do kina na film „W pustyni i w puszczy”. Film podobał mi się jak i również moim kolegom. Wszystkie te trzy lata miło wspominam.

Bartek Trzeszczoń. Nazywam się Bartek Trzeszczoń i mam 13 lat. Chodzę teraz do szóstej klasy i w tym roku skończę podstawówkę. Chciałbym opisać klasy 4-6 ponieważ poszedłem wtedy do innej szkoły. Moja szkoła znajduje się przy ulicy Taczaka 1 w Gorzowie Wielkopolskim, jest ona dosyć duża chociaż nie największa w moim mieście. Zbudowano ją 11 lat temu i od tamtego czasu prawie się nie zmieniła.

W klasie 4 wszystko dopiero poznawałem i na początku nie było zbyt ciekawie. Mieliśmy nową wychowawczynię panią Anetę Wierzchanowską, która uczyła nas także matematyki. Moimi ulubionymi przedmiotami stały się geografia i historia. Nauczyciele wydawali się srodzy, lecz naprawdę byli dosyć mili. Lubiałem też plastykę, która odbywała się z panią Ewą Kołodziejczyk naszą dyrektorką. Najbardziej spodobał mi się „sklepik szkolny”, w którym ceny były dość wysokie, ale jedzenie było na „wysokim poziomie”. Moimi najlepszymi kolegami byli Kamil Mrzygłód, jakub Sokołowski i Bartosz Motowidło. Pierwszy rok w nowej szkole upłynął bardzo wolno, ale nie było źle, gdyż uzyskałem najwyższą średnią w czwartych klasach 5,22. Wakacje spędziłem na kolonii w Dańczówku koło Kudowy-Zdroju. Wypoczęłem i mogłem wracać do szkoły.

Piątą klasę wspominam trochę gorzej. Przyszedł do nas Sebastian Makaruk. Był on o głowę wyższy, ale zachowanie miał nieodpowiednie do wieku. Prawie na żadnej lekcji nie było spokoju, a do tego doszedł jeszcze Krzysiek Brzozowski, więc razem tworzyli „zgraną paczkę”. Uciekali z lekcji – może nawet lepiej, bo było trochę spokojniej, ale mimo, że ich nie było klasa i tak już nauczyła się od nich dużo złego. Nie było więc już fajnej klasy – każdy skarżył na drugiego, pluł na plecy i kopał. Nasza średnia klasowa była przedostatnia z pięciu klas. Tej klasy nie wspominam i nie będę wspominał zbyt dobrze. Na wakacje pojechałem na kolonię do Włoch i wypoczęłem za cały rok.

W szóstej klasie doszły dwa nowe przedmioty: informatyka i fizyka. Ten pierwszy stał się moim ulubionym, lecz tego drugiego za bardzo nie lubię. Dołączyła do nas nowa koleżanka – Iwona Szarzyńska. Klasa bardzo szybko ją zaakceptowała – jest miła. Pierwsze półrocze minęło nadzwyczaj szybko. Miałem jedną czwórkę z fizyki, poza tym same piątki. W drugim półroczu dołączyła do nas koleżanka- Żaneta Jakubowska. Najpierw wydawała się trochę dziwna, lecz chyba jednak trochę się wstydzi rozmawiać z chłopakami.

Teraz mamy koniec maja, klasa aktualnie liczy sobie 26 osób w tym 9 dziewczyn i 17 chłopaków. Nadal jest trochę niezgrana, ale spokojniejsza (nie ma już Makaruka, bo nie zdał). Mam nadzieję, że nauka w gimnazjum pójdzie mi dobrze, a klasa będzie bardziej zgrana.

Martyna Kajkowska. Na początku klasy czwartej miałam dziwne sny. Były one głównie o szkole. Na przykład, że poszłam do szkoły bez książek, dyrektorka zadzwoniła do mojej mamy i wyrzuciła mnie ze szkoły. Był również sen, gdzie nasza szkoła toczyła wojnę ze szkołą z Rosji, w której niestety przegraliśmy. Bywały też mnie sny, na przykład gdy cała klasa przyszła do szkoły, to okazało się, że przez miesiąc nie będzie naszej pani i podczas tego czasu nie będziemy chodzić do szkoły. Sny snami ale trzeba wspomnieć o nauce. Z tym większego kłopotu nie miałam. Systematycznie się uczyłam, odrabiałam zadania domowe, więc ogólnie szkoła ta nie jest aż taka straszna jak o niej mówiono. Oprócz nauki były też rozrywki takie jak kino, teatr, czy wycieczki. W czwartej klasie na wycieczkę nie jechałam z wychowawczynią. Była to pani Wożniak, ucząca nas polskiego. Wycieczka odbyła się do Krakowa i trwała trzy dni. W czwartej klasie według mnie nie było większych problemów. Do następnej klasy każdy zdał. Jednak ilość osób powiększyła się.

Następny rok szkolny.
Skoro ilość osób naszej klasy została powiększona, to wiąże się to z dojściem nowych uczniów. Tymi nowymi byli Sebastian Makaruk i Krzysztof Brzozowski. Byli oni o kilka lat od nas starsi. Ten rok szkolny był prawie taki sam, jak poprzedni. Zaszły jednak pewne zmiany. Na przykład mnie przestały śnić się te koszmary o szkole. W klasie piątej była wycieczka do Warszawy, ja w niej nie uczestniczyłam. Wiedziałam, że mam ważniejsze sprawy. Co do nauki, to myślę, że ani się nie obniżyłam, ani nie podwyższyłam swoich wyników. Moja nauka tak jak w poprzedniej klasie była systematyczna. Powoli zbliżał się koniec roku szkolnego. Okazało się, że jeden z nowych uczniów nie będzie z nami w następnej klasie. Został on przeniesiony do innej szkoły. Gdy koniec roku szkolnego miałam już za sobą postanowiłam na wakacje wybrać się do kuzynki. I tak też się stało. Na początku przez miesiąc ja byłam u niej, a w drugim wyjechałam na obóz. Ale wakacje nie trwają wiecznie.

Ostatnia klasa szkoły podstawowej.
No właśnie wakacje nie trwają wiecznie. Rozpoczął się rok szkolny. Nie byłam tak przerażona, jak na początku czwartej klasy, gdyż dokładnie znałam szkołę i nauczycieli, choć co niektórzy pozmieniali się. Początek roku szkolnego zaczął się od powtórzeń. Później zaczęliśmy wchodzić w nowe, nie znane nam do tej pory tematy. Rok szkolny, jak każdy inny, tylko coraz więcej nauki. Nauczyciele stali się bardziej wymagający, ja więcej czasu spędzałam przy odrabianiu lekcji. Czas zmienić temat i porozmawiać o rozrywce. W tym roku nasza klasa była w kinie, na filmie „W pustyni i w puszczy”. Nie był on taki zły, ale do najlepszych też nie należał. W klasie szóstej odbyły się trzy dyskoteki, niestety nie uczestniczyłam we wszystkich. A wycieczka? No właśnie. Oczywiście dostaliśmy oferty, nie jednej, ale żadna nie doszła do skutku.

Powoli zbliżamy się do końca roku. Jest to ostatni rok szkoły podstawowej. Jak będzie wyglądała nasza klasa, czy jej skład zmieni się? Rok rozpoczęty został jak każdy inny, jak się skończy? Tego chyba nikt naprawdę nie wie.

Adam Rutkowski. Mam na imię Adam Rutkowski. Znajduję się z lewej strony zdjęcia. Fotografia została zrobiona w I klasie szkoły podstawowej. Razem z pozostałymi uczniami obchodziliśmy zakończenie I klasy. Po prawej stronie znajduje się mój najlepszy kolega – Jakub Kotowski. Zawsze razem wychodziliśmy na dwór i bawiliśmy się. W klasie często siedziałem z nim w ławce. Poniżej znajduje się moja koleżanka – Iza Zmelty. Gdy spojrzę na te zdjęcia przypominają mi się lata spędzone razem z moją klasą.

Moja klasa liczy 25 uczniów – 7 dziewczyn i 18 chłopców. Jesteśmy bardzo zgraną klasą, wszyscy wzajemnie sobie pomagamy, jeżeli jakiś uczeń ma problem to cała klasa pomoga go rozwiązać. Razem z klasą chodzimy na bardzo ciekawe filmy do kina. Pierwszy raz wybraliśmy się z klasą 1 czerwca, było to wyjście na lody do „Śnieżki”.

W połowie II klasy doszły dwie nowe osoby, był to Łukasz Rossowski i Piotrek Byczkowski. Bardzo szybko zaaklimatyzowali się w naszej klasie, chyba dlatego, że nasza klasa robi taką miłą atmosferę. Wyjeżdżaliśmy na różne wycieczki, byliśmy np. w Warszawie, w Karpaczu. Często wspominamy wycieczkę do Karpacza z III klasy. Była to nasza ostatnia wycieczka z naszą panią Zofią Żak, która uczyła nas od I do III klasy – bardzo miło wspominam naszą wychowawczynię. Bardzo lubię swoją klasę. Mam nadzieję, że jak będziemy dorośli to pójdziemy nieraz do kina lub na lody, a może nawet pojedziemy gdzieś za granicę.

Iwona Szarzyńska. Kiedy pierwszego września 1998 roku szłam do szkoły, to trochę się bałam. Zresztą na początku łatwo nie było, bo nie dość, że doszły nowe przedmioty, to trochę „zmieszali” klasy. Na szczęście szybko się zadomowiłam. W ciągu roku szkolnego poznałam nowe przyjaciółki, nauczyłam się mniej więcej systematycznie uczyć i byłam na trzech wycieczkach.
Piąta klasa? Niech pomyślę. Szczerze mówiąc to nic specjalnego się nie działo. Tylko okazało się, że będziemy mieli j. polski z panią Klapczyńską (jedną z najostrzejszych w szkole). A, i jeszcze trochę pogorszyło mi się zachowanie, bo rozmawiałam na lekcjach. W roku szkolnym 1999/2000 byłam na trzech wycieczkach i jeszcze bardziej zżyłam się z klasą. Wszyscy zdali, choć Poźniak z trudnością.

Szósta klasa. Okazało się, że czeka mnie przeprowadzka. Ze dwa tygodnie pochodziłam do 15-tki. Później po wzruszającym pożegnaniu się z przyjaciółkami „wyjechałam”. Potem udało mi się nie iść jeden dzień do szkoły. Nasza klasa okazała się całkiem w porządku. Potem w połowie roku doszła jeszcze jedna dziewczyna, Żaneta. Teraz jest nas dziewięć, na dwudziestosześcioosobową klasę. Nauczyciele też nie są tacy źli, oprócz pani od historii, która jest „ostra”. Potem poznałam nowych przyjaciół o tych samych zainteresowaniach i bardzo się z tego cieszę.

Te trzy lata były całkiem udane, lecz oczywiście nie brakowało też wpadek. Każdy je kiedyś ma, ale najważniejsze to nie poddawać się. Oto moje motto na następne trzy lata.

Radek Piasecki. Nasza szkoła jest podzielona na filię (od klasy 1 do 3) i dużą (od klasy 4 do 2 gimnazjum). Gdy szedłem do dużej szkoły bałem się starszych uczniów. Jednak nie było się czego bać. W starszych klasach miałem dużo kolegów. Do naszej klasy od początku roku doszły 2 osoby: Mateusz Chłopecki, obecnie mój jeden z najlepszych kolegów, i Krzysiek Brzozowski o dwa lata starszy. Moją wychowawczynią jest pani Aneta Wierzchanowska, która uczy mnie matematyki. Z nią wychodzimy do kina i do teatru. W dni szczególne np. Dzień Dziecka wychodzimy na lody albo do parku. W szkole organizowane są dyskoteki. Bardzo lubię Dzień Sportu, ponieważ w klasie piątej zająłem 2 miejsce w żonglerce. Na wszystkich lekcjach siedziałem w ławce i siedzę do tej pory z Mateuszem. Również w tej samej klasie byliśmy na wycieczce w Warszawie. Niestety, ja na tą wycieczkę nie pojechałem, ponieważ na przyszły tydzień miałem zaplanowaną wycieczkę do Szwecji i Danii. W każde ferie zimowe szkoła udostępnia sale komputerowe, organizowane są konkursy w świetlicy i w sali gimnastycznej. Ja należę do szkolnego klubu piłkarskiego. Lubię moją klasę, są w niej bardzo fajne osoby o różnych charakterach. Cała klasa uczy się nie najlepiej. Z naszej 26-osobowej grupki 10 osób jest zagrożonych oceną niedostateczną. Najbardziej z nauczycieli lubię panią od matematyki i pana od polskiego. Na zakończenie podstawówki specjalnie z tej okazji zoranizowana jest dyskoteka.

Szybko zleciały mi te lata!!!